Najprościej byłoby odpowiedzieć: Ponieważ w zamierzeniu autora jego książka nie miała wywoływać debaty. Raczej wzbudzać kontrowersje i wywoływać narodowy wstrząs. Sprawić, żebyśmy gremialnie posypali swoje czoła popiołem za grzechy nasze , naszych rodziców, dziadków i ich rodziców. Za grzech pierworodny Polaków ( czy raczej większości Polaków - czyli katoendeków), jakim jest antysemityzm. Potwierdza to także linia wydawcy przentowana w dyskusjach medialnych, mimo tego, że zwyczajowa notka na okładce książki głosi, że dzieło Jana T. Grossa zmusza do szczerej rozmowy.

Środowisko "GW" przyjęło oczywiście publikację na kolanach i niewiernych, którzy są zbyt mali i nie potrafią przyjąć treści jej objawienia, walą na odlew. Po Joannie Tokarska-Bakir i Marku Beylinie czekamy na ostateczny i rozstrzygający głos samego Adama Michnika.

"Rzeczpospolita" przedstawia raczej głos krytyków. Ale w dniu premiery książki zaprezentowała dwa duże wywiady. Jeden z Grossem, drugi z jego krytykiem, Markiem Chodakiewiczem. Podobnie postąpił dzień później "Dziennik".

W stacjach telewizyjnych (TVP Info, TVN24) odbyły się rozmowy z autorem i krytykami "Strachu". TVN 24 pofatygowała się nawet do Ameryki, by porozmawiac spokojnie z Grossem. Padło wiele mocnych słów z obu stron. Gross - co widać już w wywiadzie udzielonym "Rz" - coraz bardziej radykalizował swoje sądy, mówiąc m.in, że Polacy dokończyli czystkę etniczną rozpoczętą przez Niemców.

TVP Kultura organizuje pierwszą otwartą debatę telewizyjną poza studiem (18 stycznia, godz. 18.30 w Centrum Sztuki Współczesnej na rogu ul. Pańskiej i Emillii Plater). Tematem rozmowy jest książka Grossa. Zaproszenie składu gości, którzy odzwierciedlaliby pluralizm światopoglądowy w tej sprawie graniczy z cudem. Mialem okazję przekonać się o tym pierwszy raz na własną rękę.

Pomijając sprawy oczywiste, wynikające z braku czasu lub innych zobowiązań, dowiedziałem się od wydawcy, że Jan T. Gross stworzył sobie czarną listę osób, z którymi rozmawiać nie będzie. Na razie, z tego co wiem na pewno, znajdują się na niej: Marek Chodakiewicz, autor ksiązki "Po zagładzie" (wyd. IPN) oraz Piotr Gontarczyk, który napisał w ostatnim Plusie-Minusie wielki tekst na temat "Strachu". Na takie praktyki nie zgadzają się inni polemiści i z góry zapowiadają bojkot autora "Strachu".

To pokazuje, jak Gross i jego rzecznicy pojmują zasady wolnej i nieskrępowanej dyskusji. Jak z otwartą przyłbicą potrafią stanąc do potyczki słownej z krytykami. Bo przecież książka ta "zmusza do szczerej rozmowy".

Historycy, którzy mają odmienny punkt widzenia niż ten prezentowany przez socjologa Grossa są w trudnej sytuacji. Pokazał to program "Warto rozmawiać". Choćby głosili najprawdziwszą prawdę, trzymając sie rygorów metodologicznych swojej dziedziny, nie przebiją się z tym do amerykańskiej opinii publicznej, dla której książka Grossa jest świetnym prezentem, potwierdzającym polski antysemityzm wyssany z mlekiem matki. A ich nawoływania do uczciwości naukowej brzmią niestety w przekazie medialnym jak krzyk zakompleksionych polonijnych akademików.

Media wszelkie spełniły swój obowiązek. Wszyscy zagrali rozpisane role. Ale debata na temat stosunków polsko-żydowskich nie posunęła sie ani na krok. Z tej frustracji idę posłuchać najnowszej płyty Kroke.

Wielka szkoda, że znowu stracilliśmy okazję do narodowej rozmowy o trudnej przeszłości.